Jest praca, nie ma zawodowców

Wolnych miejsc pracy dla absolwentów szkół zawodowych jest nawet dziesięciokrotnie więcej niż kandydatów. Obsadzenie tych wakatów jest jednym z największych wyzwań polskiej gospodarki.

To najnowocześniejsza linia produkcyjna masterbaczy na świecie – mówił Ralph Rutte, prezes Clariant Polska, podczas otwarcia nowego zakładu produkcyjnego firmy pod Łodzią. Masterbacze to komponenty do produkcji wyrobów z plastiku. Clariant jest ich największym wytwórcą w Europie. Pod Łodzią był już obecny. Firma zbudowała nową fabrykę, bo potrzebowała większych mocy produkcyjnych. Udało się je podnieść o połowę. Inwestycja kosztowała 40 mln zł i pozwoliła stworzyć 15 nowych miejsc pracy.

Andrzej Wodzyński, właściciel Ceramiki Tubądzin, oprowadza po nowym zakładzie w Sieradzu. To ogromna inwestycja za 135 mln zł. Wczoraj oficjalnie ją otworzono. Pracuje na trzy zmiany. Wytwarza 3 mln m kw. płytek rocznie.

Jeszcze 10 lat temu utrzymanie produkcji na takim poziomie byłoby niemożliwe bez zatrudnienia armii pracowników. Tymczasem w ogromnej hali Ceramiki Tubądzin pomiędzy liniami produkcyjnymi kręcą się pojedynczy ludzie, na jednej zmianie jest ich około trzydziestu. A sama fabryka przypomina plan filmu science fiction. Pracownicy tylko nadzorują produkcję, uważnie wpatrują się w monitory, coś wciskają na dotykowych ekranach. Jeszcze ciepłe płytki wożą natomiast wózki bez kierowców. Ich trasę określa komputer. W miejscu pakowania płytek też nikogo nie ma. Nie może być. Przekroczenie przez człowieka niewidocznej linii powoduje, że załączają się systemy alarmowe i wszystko staje. Ramię robota równo układa płytki na paletach, a następnie zabezpiecza je folią. Tak wygląda reindustrializacja w praktyce.

W Wieluniu w niepozornie wyglądającym budynku firma Wielton za 22 miliony złotych zbudowała centrum do badania naczep i przyczep. Koła pojazdu wjeżdżają na siłowniki, z których każdy może uderzać z naciskiem 16 ton. W ten sposób symulowane są drgania, jakie wywołuje jeżdżenie po polskich drogach.

Kiedyś, aby przetestować przyczepę, trzeba było nią jeździć po wertepach. I to bardzo długo. Dzisiaj wystarczy wjechać na to stanowisko, by odwzorować każdy rodzaj drogi. W dwa miesiące można zasymulować przejechanie pół miliona kilometrów. Przeciętna naczepa taki dystans pokonuje w mniej więcej trzy lata.

Apetyt jest...

Podobnych przykładów unowocześniania przemysłu w Polsce jest znacznie więcej. Znikają proste manualne czynności, a z nimi do lamusa odchodzą brudne hale i niebezpieczne linie produkcyjne. Nie oznacza to jednak, że spada apetyt zatrudnieniowy przemysłu. Wręcz przeciwnie – jest jedną z najbardziej chłonnych branż w Polsce. Z danych GUS wynika, że w pierwszym kwartale 2016 roku rodzima gospodarka wytworzyła 192 tys. nowych miejsc pracy. Najbardziej poszukiwani byli „specjaliści” oraz „robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy”. Niewiele dalej na liście znaleźli się „operatorzy, monterzy maszyn i urządzeń”. Z danych można łatwo wyczytać, że najwięcej nowo tworzonych miejsc pracy jest dla absolwentów szkół zawodowych i techników.

...ale fachowców brak

Problem w tym, że takich pracowników nie ma. Głównym wyzwaniem firm produkcyjnych jest obecnie nie tylko zaoferowanie produktu lepszego, niż ma konkurencja, ale też obsadzenie wakatów. Ponad połowa wszystkich miejsc pracy tworzonych rocznie przez polskie firmy jest dla osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Kolejne 10 proc. jest dla techników i osób, które ukończyły zawodowe kursy oraz szkoły policealne. System edukacyjny nie dotrzymuje jednak kroku wymogom rynku. Co roku tylko 5 proc. absolwentów legitymuje się wykształceniem zasadniczym zawodowym, a kolejne 24 proc. to technicy.

W Polsce brakuje pracowników z konkretnym fachem w ręku. Wynika to z upadku szkolnictwa zawodowego i z tego, że zjawisko migracji zarobkowej częściej dotyczyło osób mających konkretny zawód. Gdy mamy dobrego fachowca, zdolności językowe schodzą na dalszy plan – zauważa Łukasz Kozłowski, ekspert ds. ekonomicznych w Pracodawcy RP.

Na dodatek absolwenci szkół zawodowych, najdelikatniej rzecz ujmując, nie zawsze mają kompetencje potrzebne przemysłowi. – Techników samochodowych kształci się na syrenkach. Tymczasem dzisiaj auto to mnóstwo komputerowych podzespołów. Szkolnictwo zawodowe musi być blisko przemysłu, tak jak było to za poprzedniego systemu – mówi prof. Elżbieta Kryńska, kierownik Katedry Polityki Ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego. Jej zdaniem w poprawę funkcjonowania szkolnictwa zawodowego muszą się włączyć wszyscy jego uczestnicy. Najpierw samorządy, które prowadzą szkoły, powinny zadbać o ich wyposażenie i dobry sprzęt. Dyrektorzy muszą odrobić pracę domową polegającą na nawiązaniu kontaktów z przemysłem i wypracowaniu jak najściślejszej współpracy. Ich zadaniem jest również ściągnięcie dobrych nauczycieli – najlepiej osób, które właśnie w przemyśle pracują.

Zrobieni na szaro

Kształcenie musi się odbywać w powiązaniu z pracodawcami – wtóruje prof. Kryńskiej Łukasz Kozłowski. I dodaje, że sam fakt skończenia szkoły zawodowej nie zawsze jest gwarancją zatrudnienia. Wśród bezrobotnych osoby legitymujące się wykształceniem zawodowym stanowią najliczniejszą grupę. W połowie 2016 roku było ich 356 tys., czyli jedna trzecia wszystkich pozostających bez pracy. To głównie osoby długotrwale bezrobotne (przynajmniej od 12 miesięcy), które niespecjalnie garną się do powrotu na rynek pracy. A przynajmniej na jego legalną stronę. Część z nich wykonuje bowiem pracę zarobkową, tyle że w szarej strefie. Z badania Bilans Kapitału Ludzkiego (BKL) realizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że bez umowy pracuje w Polsce nawet milion osób. Głównie z wykształceniem zawodowym. Około pół miliona to rozmaici robotnicy budowlani, a 170 tys. to usługodawcy, m.in. kafelkarze, cieśle, elektrycy. Dlaczego tkwią w szarej strefie? Bo od lat nie podnosili swoich kwalifikacji, nie znają się na obsłudze nowoczesnego sprzętu, a to skutecznie zmniejsza ich szansę na szybkie znalezienie legalnego zajęcia.

WOLNE MIEJSCA PRACY W POLSCE
*Tyle było wakatów na koniec I kwartału br.: 89,6 tys.
*z tego w przemyśle: 20,6 tys.
*w sektorach handel i naprawa pojazdów: 15,7 tys.

© 2017 Zespół Szkół Budowlanych w Poznaniu
DMC Firewall is a Joomla Security extension!